niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 2 ~ " To oznacza wojnę"


Wstałem rano i ziewnąłem przeciągając się. Kurz z pościeli wzbił sie w powietrze tak, że zaniosłem się ,krótkim atakiem kaszlu. Podniosłem sie z twardego materaca i podrapałem po karku....szkoła. Jedynym powodem dla którego jeszcze jej całkiem jej nie olałem była moja mama, której przyrzekłem skończyć ją na świadectwie z paskiem, tata któremu musze pokazać, że coś umiem i j. polski który sprawiał mi nie małą przyjemność ...w końcu miałem z niego 6.

 Przeciągnąłem sie jeszcze raz i wstałem. Ubrałem sie w czarną bluzkę, luźne starte dżinsy i porozdzierane i kilku miejscach czarno-czerwone trampki. Wyszedłem z pokoju i wszedłem do ładnie przystrojonej łazienki. Uczesałem sie na szybko i umyłem zęby. Przemyłem jeszcze tylko twarz i wyszedłem. Plecak zapakowałem szybciutko zeszytami i starymi używanymi książkami. No i oczywiście fajki ,czerwony zeszyt i kilka długopisów ,które znalazłem koło fotela taty kiedy zaznaczał sobie programy w gazecie. Po zabrania plecaka miałem wyjść z pokoju kiedy zatrzymałem się i skierowałem wzrok na biurko… nieśmiertelnik..

Podniosłem go i jakiś 5 raz dokładnie obejrzałem .Przypomniałem sobie chłopaka w fioletowych włosach.

Mroczny …trochę ;P

Tajemniczy …nie boje się go phy!

Budzący respekt.. może u tych ciot ze wczoraj -_-

Wysoki, pewny siebie, pociągający …..zaraz co!? Przeanalizowałem jeszcze raz swoje myśli na spokojnie …pomyślałem ,że łasica~ całkiem obcy mi człowiek i w dodatku FACET jest pociągający… WTF!? Zapiekły mnie policzki i wyjąłem lusterko.. rumieniłem się. . jeśli to to o czym myślę to jestem bardziej pojebany niż myślałem! Wkurzony wydupiłem lusterko i wyszedłem. Po drodze zatrzymała mnie mama.. wysoka blondynka z włosami zawsze splecionymi w kok, błękitnymi oczami i twarzą pełną zmarszczek powstałych w wyniku przepracowania… kochana kobieta..

 

-Posprzątałeś pokój? –spytała z pretensją

-Tak –odpowiedziałem posłusznie

- Odrobiłeś lekcje? – spytała dalej niezadowolona

-Tak –lekko się do niej uśmiechnąłem

-Co się szczerzysz?! – warknęła. Uśmiech od razu zszedł mi z twarzy-  za wkurzające miny nie ma dziś dla ciebie obiadu –prychnęła

-Przepraszam mamo…. -skruszyłem się..tak bardzo bolało..

- Myślisz ,że nic nie warte przepraszam sprawi ,że będę miała córkę?! Jesteś tylko nędznym smarkaczem ,który nigdy nie zastąpi mi czegoś takiego jak córeczka! Nigdy nie zastąpisz Alexy! –wydarła się i zaszkliły jej się oczy. Zrobiło mi się ciężko na sercu..doprowadzam ją do takiego stanu…

- Już sobie idę mamo …nie denerwuj się proszę.. – wybiegłem z domu

-Głupi gówniarz… -powiedziała do siebie i wróciła do zmywania naczyń

Biegłem przez jakiś czas po czym zwolniłem do marszu. Skorzystałem ,że jeszcze nie byłem na drodze i dałem paru łzom ujrzeć światło dzienne… tak bardzo chciałem by mnie kochała… Kiedy od chodnika dzielił mnie tylko zakręt szybko doprowadziłem się do porządku i dałem włosom opaść na twarz by nikt nie dojrzał zapłakanych oczu. Starając się nie Myślec o mamie doszedłem do szkoły..jak zwykle spóźniony. A dokładnie ominęła mnie 1 lekcja..i tak nie znosiłem matmy… Poszedłem na plac. Bachory z 1- klas skakały i wydurniały się na poręczach. Rozejrzałem się i znalazłem swój cel..tęczowa burza na 12-stej. Rzuciłem plecak obok chłopaka w błękitnym swetrze.
 

-Pożycz okulary! –zabrałem tęczowemu gogle i założyłem…

-Znów płakałeś? –zapytał z miłym uśmiechem Max

-Zamknij się –prychnąłem- co było na macie? Daj szybko spisać!

-Spokojnie… pożyczę ci zeszyt i się pouczysz kujonico …nie powinieneś się tak poświęcać – mruknął zaniepokojony

-Daj spokój! Moja sprawa jak żyje! –syknął i wziął od niego zeszyt

-No waśnie nie żyjesz.. –spojrzał mi w oczy… oddałem mu zirytowany okulary wraz z zeszytem z polskiego..

-Nie idę na lekcje… daj ten zeszyt pani z polskiego. Napisałem tą recenzje ,ale wyszła …o 2 strony z długa chyba..- max spojrzał do zeszytu..

-Jesteś dziwny..mi brakuje jakieś pół..mogę pożyczyć?- spytał ,a ja wstałem z plecakiem

-Ta …,ale nie słowo w słowo ,bo masz w łep..-uśmiechnąłem się do niego minimalnie

-Ma się rozumieć~ dzięki Nara Alex! –pomachał mi z wyszczerzem

-Nara..-poszedłem sobie

Łasiłem tak po mieście..rozglądałem się. Na sklepie zegarmistrza pisało ,że jest 15.30. Schowałem plecak w krzakach niedaleko kamieniołomu i poszedłem tam. Na miejscu byłem równo o 16. Poczekałem chwile i usłyszałem kroki. Natychmiast się odwróciłem …oto i on… łasica..

-Czyli jednak wchodzisz w to? –mruknął obojętnie

-Ta… -łasica zapalił stojąc do nie bokiem..mogłem obejrzeć jego profil w świetle słońca. Faktycznie był przystojny ,a ja pojebany… podobał mi się..

-To choć dzieciaku. Zaraz przyjdzie reszta.. – poszedł przed siebie ,a ja za nim… kiedy tylko nie widział wpatrywałem się w niego i kodowałem dalej jego osobę w pamięci.

Delikatny podbródek… nie za duże usta.. pewne siebie niebieskie oczy.. włosy całkiem umiejętnie zafarbowane na fioletowo i charakterystyczna bluza w kratkę. Nie wiedziałem czemu ,ale czułem ,że go lubię..szanuje… w głowie wirowały mi różne słowa ,którymi mogłem go określić kiedy nagle wyobraziłem sobie jedno …łasica uśmiechający się. Nie wyglądał na człowieka robiącego tego często ,a już na pewno nie szczerze …mimo to widok jaki sobie uroiłem był tak miły dla oka ,że ledwo powstrzymałem uśmiech na własnej twarzy. Po jakimś czasie dojrzałem czarnowłosego chłopaka. Łasica staną obok niego ,a następnie przyszło 2 kolejnych gości… jakiś emos ,który stał tam gdzie teraz najbardziej ja chciałem być..obok łasicy. Niebiesko włosy narcyz i niski ~,ale dalej wyższy ode mnie chłopak w brązowych włosach. Wszyscy prócz niebieskiego mieli wisiorki… wymienili ze sobą parę słów ,a ja tylko obserwowałem.

-To ma być ten popierdoleniec? – spytał niebieski. Zawrzało we mnie. Obraził łasice..

-Ty gnoju –warknąłem pod nosem

Łasica rzucił się na narcyza.

-Jak mnie nazwałeś robalu?! - warknął i przygwoździł go do budynku. Już miałem go powstrzymać ,ale ubiegł mnie ten zasrany Emo!

-Filip uspokój się! – pociągną go za ramie… .filip… więc tak ma naprawdę na imię …od tamtej chwili nieśmiertelnik brzmiał inaczej… „Podążaj za Filipem”…

Emo ich rozdzielił i filip się powyzywali z narcyzem.

-Ciebie też w to wciągnęli? – spytał mnie brązowowłosy kolega nazcyzika

-Tak- powiedziałem spokojnie. Wyrwał mnie z rozmyślań nad nieśmiertelnikiem emosa …DLACZEGO BYŁ INNY!? To wkurwiało …niby taki wyjątkowy…

-Jak masz na imię?

-Alex – szybko rzuciłem

-Ile masz lat?- spytał

-15 – mruknąłem szybko by się odczepił

-Wiedziałem ,że łasica to pedofil! – krzyknął narcyz ,a moja ręka powędrowała do paska obok kieszeni. Wyciągnąłem szybko paralizotorka ,a miałem rzucić w tego gnoja ,ale Filip mnie zatrzymał. Od razu posłuchałem.

Gadali coś o mokrym brązowowłosym i snajperze narcyzie… gdzie celuje? W dmuchaną lale? Kiedy chłopaki poszli stanąłem jak kołek i spojrzałem na Filipa ,który mnie zlał i odwrócił się do emosa.

-Na co czekasz? Koniec na dziś przyjdź jutro… -prychnął. …poszedłem od razu jak kazał .Odwróciłem się jeszcze tylko do Emo i rzuciłem mu wrogie spojrzenie…

TO OZNACZA WOJNĘ~!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz