Byłem na kamieniołomach... stałem nad przepaścią. Mama i tata wyrzucili
mnie z domu, max wyjechał ,a wszelcy znajomi odwrócili sie ode mnie. Łzy
spływały mi po bladych policzkach ,a ja sie wahałem. Skoczyć czy nie? Z pod
stóp wyleciało mi parę kamieni i spadło w przepaść. Zrobiłem mały kroczek i
poczułem ,że lecę. Zatrzymało mnie jednak ostre szarpnięcie za rękę. Obróciłem
sie...filip... pociągnął mnie za dłoń i mocno przytulił.
-Nie rycz smarkaczu...należysz do
mnie -warknął Oniemiałem.
Łzy przestały płynąć a ja byłem
zszokowany tym co robił...czułem jego ciepło i bicie jego serca ,które inni
biorą za kamień. Czułem na szyi jego ciepły i spokojny oddech.
-Alex..-słyszałem jego miły głos
mówiący moje imię..tak przyjemny...i tak..nierealny.
Otworzyłem oczy... To był tylko sen.. Tuliłem się do kołdry. W akcie złości
wstałem i rzuciłem poduszką w ścianę. To wszystko mi sie tylko śniło! Dotknąłem
policzków i poczułem ,że są mokre. Płakałem przez sen. Wstałem i szybko sie
ubrałem. Poszedłem do łazienki by się ogarnąć. Przeglądając się w lustrze
dojrzałem ,że mam na sobie ciągle nieśmiertelnik… spałem w nim. Ścisnąłem go w
dłoni… jedno było zauroczyć się ,ale ja ..całkiem się w nim zakochałem.. Tego nie umiałem już zbyć. Problemem było to
,że po 1 nie wiedziałem ,czy był gejem… po 2 istniały bardzo małe szansę ,że
mnie lubił… ,a po 3 nawet jeśli jest gejem to mam pewnie już kłopot ze strony
emosa! Ten zakichany czarnus może mi go sprzątnąć!....nie mogę mu pozwolić..
zbyt bardzo mi zależy na filipie bym tak o nim zapomniał… uczesałem się szybko
i dokładnie umyłem. To było komiczne ,ale wziąłem róż mamy. Delikatnie dotknął
nim policzków i mocno roztarł. Zaczął oglądać efekty..porcelanowa laleczka
nabrała kolorów …zadowolony wyszedłem i unikając mamy wyszedłem do szkoły..
.
. .
-siemka~ jak humor? -spytał max
,którego jak zawsze znalazłem na placu szkolnym
-W miarę… -powiedziałem niezbyt pewien siebie
-Hę? Coś cie gryzie? – zdziwił się
-..max ..mam pytanko…- powiedziałem zdenerwowany lekko
-Dajesz…
-Co myślisz o gejach? – wydukałem
-eee..nie mam nic do nich …,a co?
- Chyba zmieniłem orientację - spuściłem głowę zażenowany
-Mówisz? -zaciekawił sie- a co masz
kogoś na oku? -spytał niedbale a ja skinąłem głową -kogo?
-Nie wiem czy powinienem mówić..to
trochę zagmatwane..
-Jak chcesz~ masz zeszyt dostałeś najlepszą ocenę ale nauczyciele są
poirytowani..nie chodzisz na wszystkie lekcje...
-..Max..mam małe problemy...raczej przestane chodzić w ogóle..
-Co?! Czemu?! Zostawisz mnie?!
-oburzył sie
-przepraszam...to nie takie proste...powiedz nauczycielom ,że miałem
wypadek ok?
-Że jak?! Nawet nie wiem gdzie sie
wybierasz! -wstał ze złości
-...chce zacząć żyć...-uśmiechnąłem
sie słabo ,a max umilkł
-...nie rób głupot...-przytulił mnie
i ja też wstałem
-nara stary...-puściłem go i
poszedłem se prosto na kamieniołomy.
….
Przyszedłem na miejsce. Jeszcze nikogo nie było. Usiadłem pod ścianą w
budynku bazy i wyciągnąłem parę wiatraczków z paska. Podpaliłem jeden i
położyłem. Zaczął sie kręcić i puszczać kolorowe iskry. To było piękne... po
każdej wydaje sie że była wyjątkowa a po 2 następnych szła w niepamięć..
Moje rozmyślanie przerwały odgłosy zbliżającej sie bandy. Do bazy wszedł
Natan. Następnie wszedł filip. Przyznam sie że aż serce szybciej mi zabiło.
Wszystko było by spoko gdyby nie emo idący za nim jak cień...wkurwiający..
- Co tak wcześnie mały? -spytał Natan. Zawrzało we mnie.
-Nie jestem mały..-warknąłem groźnie-
- nie..bardzo mały –zaśmiał sie a ja zakasałem rękawy i wstałem-
-Morda! -wydarłem sie
-Nic ci nie zrobił, nie drzyj sie -mruknął Dawid (emo).
-Ktoś cie pytał o zdanie?! -syknąłem a emo i smerf stanęli przede mną
twardo.
-Uspokój hormony
dzieciaku..-powiedział Natan
-NIE NAZYWAJ MNIE TAK! -jebłem go w twarz ,a na mnie rzucił sie emo.
Biliśmy sie zacięcie.
-DOSYĆ ROBALE! –wydarł się Filip i smagnął batem raniąc Natana w twarz.
Zdębiałem i wszyscy zamarliśmy. Natan zwinął się łapiąc za ranę.
-Ty chuju- warknął
-To gang nie zoo. Jeśli się nie podporządkujecie będziecie karani –warknął
i naprężył bat.
-Posrało cie! –warknął emo i rzucił się by wyrwać bat Filipowi. Po
chwilowej szarpaninie Dawid padł i dostał batem przez plecy.
….proszę… ..przestań… .nie bądź taki….
-Filip skończ! Nie możesz nast. Tresować! –warknąłem na niego niechętnie i
wstałem wyciągając dłoń- oddaj ten cholerny bat.
-Śnisz smarkaczu – prychnął i zwrócił się do Dawida gadając coś tam …olał
mnie… zaś gadał z ty pedałem!!! Zalała mnie złość.
-POWIEDZIAŁEM ODDAJ BAT! –rzuciłem się na Filipa i zaczęliśmy się zacięcie
szamotać. Okładał mnie ,a ja czasem jego choć naprawdę gdyby nie adrenalina nie
zrobił bym tego.
Padliśmy na ziemie dalej walcząc zaciekle. Gdy już wyrwałem mu bat
przerzucił mnie kopniakiem nad sobą i padłem ze świstem wypuszczając powietrze
z ust. Ususzałem już tylko świst powietrza i nim zdążyłem ogarnąć sytuacje to
się stało..
-AA! –skuliłem się panicznie łapiąc za ramię. Było rozcięte przez bat
filipa ,który właśnie obojętnie chował bat. Moja rana niesamowicie piekła i była nieco
głębsza niż chłopaków. Oczywiście nie mogłem zostać ostatni i najbardziej
poszkodowany..wkurwiony filip kłócił się jeszcze z narcyzem i emo… smagał batem
plecy Dawida ,który zasłaniał Natana… w
pewnym Momocie nawet..pomyślałem że Natan..i Dawid… to ładna
para..bronią się nawzajem i lubią..ciekawe czy o tym wiedzą…
Koniec…. Filip schował bat.. bogu dzięki.. wstałem. Chłopaki wymieniali
wkurzone uwagi między sobą i czasem filipem.. kilka razy chciałem go obronić w
potyczce słownej ,ale wiedziałem ,że sobie poradzi ,a ja się tylko zdradzę.
Zacząłem iść do domu rozumiejąc ,że to koniec spotkania.. mama zabije mnie za
ramię.. kiedy tylko usłyszałem to..
-GIŃ TY GNIDO! – wkurwiony Natan wrzucił filipowi bombę do kaptura. Źrenice
zwężyły mi się z przerażenia i w sekundę puściłem się pędem do Filipa.]
-FILIP UWARZAJ!!!- wydarłem się rozpaczliwie i jednym sprawnym ruchem
zerwałem z niego bluzę. Udało mi się przebiec jeszcze kilkanaście metrów i
rzucić bluzę w przepaść. Za bardzo jednak skupiłem się na oddaleniu ładunku od
filipa i innych wiec siła wybuchu i płomienie cisnęły mną jak lalką o
najbliższą murowaną ścianę. Wszyscy się skrzywili słysząc wybuch. Pisnąłem z
bólu i jebłem na żwirową ziemię…
…popalone ubrania….
….poparzone od zewnątrz dłonie ,nadgarstki
i przedramiona…
….. obolała głowa…
….nie wiedziałem co się dzieje …tylko piekło.. strasznie..
-ex….
..co?
-lex!..
….c-co?...
- Alex!
……….wołasz mnie?.... kto?
-ALEX!!
…..
-Huh? –spojrzałem pół przytomny na Dawida który mnie trzymał
-Alex trzymaj się! – stabilniej mnie złapał przy okazji drąc się i kłócąc z
innymi czyja to wina..
-…..filip….- wyszeptałem cichutko czego nie usłyszeli… urwał mi się film..
